Wygodne Życie.

Na początku wygodne stały się supermarkety, w których kupowaliśmy owoce, mięso, pieczywo, dzięki czemu nie musieliśmy już biegać od sklepiku do sklepiku, często stojąc w kolejkach. Można w nich było również znaleźć podstawowe produkty chemiczne, kosmetyki czy prasę. I co najważniejsze to czego szukaliśmy, dostępne w nich było praktycznie zawsze. To duże udogodnienie, które odciążało nasze biedne nogi, które nie musiały nas już nosić przez te wszystkie masarnie, piekarnie i warzywniaki. Szczególnie, że przy supermarketach pojawiły się parkingi. Koniec z szukaniem miejsca i parkowaniem kilka ulic dalej! Koniec z noszeniem siatek! I to nawet w sklepie, przed którym czekają na nas wielkie wózki na kółkach, dzięki którym możemy kupić od razu więcej, żeby przypadkiem nam czegoś nie zabrakło. Tyle udogodnień to również zdecydowanie mniej stania i tracenia czasu w skali całego dnia, super.

Problem polega na tym, że jeśli prowadzisz prywatny biznes, tudzież mały sklepik, twoją najlepszą wizytówką jest jakość twoich produktów lub usług. Jest to również główny środek walki z konkurencją. W przypadku sieci supermarketów czy dyskontów ich siła opiera się na czymś zupełnie innym.
Duża sieć to bardziej preferencyjne stawki za transport, lokale, produkty itp. A co za tym idzie, mniejsze marże, niższe ceny i szerszy asortyment. Więc mało tego, że jest wygodniej, to jeszcze taniej. Nic dziwnego, że sieciówki tak szybko i sprawnie przejęły rynek. Gdzieś tylko w tej całej wygodzie zaczęła nam powoli umykać jakość… Nie mówiąc już o świeżym powietrzu.

Jeszcze szybciej okazało się, że to nam nie wystarczy. W odpowiedzi na nasz porządnie rozbudzony głód konsumpcyjny, zaczęły się pojawiać pierwsze galerie handlowe, można nawet powiedzieć, że jak grzyby po deszczu. Nowoczesne, przestrzenne, wygodne i funkcjonalne. Teraz już mogliśmy załatwić praktycznie wszystkie swoje potrzeby w jednym miejscu. Kupić produkty spożywcze, ubrania, sprzęt sportowy, książki, płyty, buty, biżuterię, wpaść do fryzjera i na pocztę. Przy każdej galerii znajduje się też oczywiście ogromny parking, często wygodnie zadaszony, dzięki, któremu nie musimy się martwić o miejsce dla naszego auta, jak również kiepskie warunki atmosferyczne. Natomiast na korytarzach tego fantastycznego obiektu, jeśli się trochę zmęczymy lub chcemy na kogoś poczekać, możemy przysiąść na ławeczce, kanapie lub pufie. Galeria jest także przygotowana na nasze bardziej wyszukane zachcianki jak lody, kawa latte, pizza czy frytki.

Dzięki temu wspaniałemu udogodnieniu mogliśmy już tylko kursować pomiędzy pracą, koniecznymi zakupami i domem, w którym możemy wreszcie odpocząć.

Z czasem centra miast zaczęły wymierać, małe biznesy plajtować, a główne ulice pustoszeć. Galerie natomiast zaczęły się rozrastać i mnożyć. Wszystko w imię wygody.

Gdy myślę o galeriach handlowych mam w głowie dwa obrazki z moich rodzinnych Kielc. Na pierwszym widzę abstrakcyjnie długi sznur samochodów czekających w kolejce do wjazdu na wielopoziomowy parking. I nic by w tym nie było dramatycznego, gdyby nie fakt, że była to pierwsza od dłuższego czasu, piękna, słoneczna sobota.

Drugi obrazek był dla mnie jeszcze bardziej poruszający. Każda galeria ma swoje ‘patio’ często z jakąś fontanną, ławeczkami, drzewkiem lub innymi bajerami, które mają imitować ‘przyrodę’. I kiedyś właśnie natknąłem się na grupkę HARCERZY, siedzących dookoła takiej fontanny… Żałuję, że nie miałem aparatu. Było by to jedno z najsmutniejszych zdjęć jakie miałbym okazję zrobić. I nie, nie był to żaden happening czy demonstracja. Co najwyżej wycieczka poznawcza.

Przejdźmy teraz do innego rodzaju wygody – przedmiotów codziennego użytku. I nie mam tutaj na myśli szczoteczki do zębów, grzebienia czy papieru toaletowego. Mowa o przedmiocie, którego używamy dużo częściej. A jest nim telefon komórkowy czy bardziej aktualnie, smartfon. Temat wałkowany był już pewnie miliardy razy, ale dla mnie wciąż najzabawniejszym faktem dotyczącym przedmiotu, który został wymyślony by umożliwić nam lepszą komunikację, przede wszystkim werbalną, jest to, że przyczynił się najbardziej do jej zaniku.
Oczywiście wygodnie mieć pod ręką kalkulator, kalendarz, stoper, latarkę, dyktafon, z których przecież korzystamy bezustannie w każdym możliwym momencie. I zupełnie nie chodzi o gry, teledyski, aplikacje społecznościowe itp. Poza tym jakie to wygodne móc się czymś zająć stojąc w kolejce, czekając na autobus czy nim jadąc. Zabić trochę czasu. Od razu jest przyjemniej, czas leci szybciej i nie trzeba patrzeć na tych wszystkich ludzi i w ogóle ten cały świat.

Słuchawki też są super wygodnym wynalazkiem, którego główną funkcją wcale nie jest to, żebyś lepiej słyszał, bardziej chodzi o to, żebyś nie słyszał nic poza nimi. W ostatnich latach obserwuję nagły wybuch mody na chodzenie wszędzie w dużych słuchawkach zakładanych na głowę. Można je teraz kupić w różnych kolorach, kształtach, tak by pasowały do twojego niepowtarzalnego ‘outfitu’. Bardzo pomagają też w miejscach o dużym stężeniu ludzi. Możesz je założyć na uszy, nacisnąć play i nagle jesteś od nich zupełnie odcięty, szczególnie jak do tego zamkniesz oczy. Wygodne i praktyczne. Wiem, bo sam korzystałem wielokrotnie z tego dobrodziejstwa, czego z perspektywy czasu żałuję, bo troszkę jednak ogłuchłem od tego ciągłego zagłuszania. Coś za coś.

Kolejnym udogodnieniem stały się abonamenty na telefon, internet i telewizję. A najlepiej na wszystko razem. I nie ważne, że co miesiąc płacimy za setki programów, których nie oglądamy, minuty abonamentów, których nie wydzwaniamy, lepiej w razie co je mieć niż nie mieć i móc, również w razie co, załatwić wszystko w jednym miejscu.
Internet to już oddzielna kwestia, tu liczy się szybkość. Nasze podstawowe wirtualne potrzeby jak przeglądanie stron internetowych, oglądanie filmów i teledysków online czy korzystanie z poczty, obsłuży najwolniejsze, w tym momencie, łącze. Natomiast przy zakupie abonamentu na internet, najczęściej zadawane pierwsze pytanie jakie pada to: ‘jaka jest szybkość pobierania danych?’. I zupełnie nie ważne, że ‘dane’ to zwrot mocno wysublimowany w tym przypadku, bo mowa najczęściej o ściąganiu filmów, gier i muzyki. Pisząc o ‘ściąganiu’ mam na myśli oczywiście piractwo czyli nielegalne pobieranie czyjejś intelektualnej własności z sieci (To wprawdzie temat na zupełnie inny wpis, więc tym razem go sobie odpuszczę). Także internet musi być szybki, żeby film ściągał się jak najkrócej. Najlepiej w 5 minut, bo 20 to już trochę za wolno. Pół godziny to już w ogóle jakieś szaleństwo. Tak więc jesteśmy gotowi podpisać cyrograf na rok lub dwa, zobowiązując się płacić firmie umożliwiającej nam dostęp do sieci, miesiąc w miesiąc, więcej pieniędzy, żeby tylko nasze ‘serfowanie’ było bardziej wygodne. Spoko, przecież zaoszczędzimy na płytach i filmach.

Książki też wygodniej czytać z małego czytnika, zamiast nosić ich ciężkie wydania ze sobą. Poza tym przecież książki są z papieru, a papier to drzewa, więc czytając z ekranu wspieramy ekologię. Nie mówiąc już o tym, że wiele e-booków możemy ‘ściągnąć’ z sieci.
Piękna idea, jeśli nie bralibyśmy pod uwagę milionów serwerów na całym świecie, które pracują dzień i noc, przechowując dane. I tych wszystkich fabryk, które również, dzień i noc, produkują czytniki, ipady i inne produkty tableto-podobne. I tych wszystkich biednych pisarzy. Ale kto by się nad tym zastanawiał. Dla nas ważne jest to co dotyczy nas tutaj i teraz, a nie problemy ‘trzeciego świata’, dosłownie i w przenośni. Ogólnie zauważyłem, że problemy, które nie dotyczą naszej wygody, są dla nas raczej niewygodne.

Wróćmy jeszcze do internetu, który jest przecież jednym z najwygodniejszych wynalazków, wystarczy, że udostępnisz mu swoje położenie, a on wyszuka dla Ciebie najbliższe kino, restaurację, sklep czy pomoże Ci się dostać w inne miejsce. Zapamięta też to czym się interesujesz, by lepiej dobierać dla Ciebie treści, reklamy i ciekawostki. Jeśli chcesz, będzie też przechowywał wszystkie twoje hasła dostępu, dzięki czemu nie musisz ich zawsze pamiętać. Odrobinka prywatności w zamian za tyle udogodnień.

No właśnie. Wydaje mi się, że często dajemy sobie zamydlić oczy i zapominamy, że wygoda jest czymś ekskluzywnym, czymś extra, za co trzeba extra zapłacić. Bo jak chodzi np. o samochód, to możesz kupić go, za kilka czy kilkanaście tysięcy i spełni on absolutnie swoją funkcję, ale jeśli chcesz czuć lepszy komfort jazdy, mieć podgrzewany fotel, kamerkę do parkowania tyłem i masę innych gadżetów (nie zapominając o prestiżu posiadania drogiej rzeczy), wiesz, że musisz zapłacić extra. Pieniędzmi oczywiście, tutaj sprawa jest jasna.

Czym w takim razie płacimy za każdą inną z naszych wygód?


Chciałbym dodać, że nie jestem z tych osób, które najchętniej wróciłyby do epoki sprzed internetu i innych cudów technologii. Cieszę, że mogę wszędzie zabrać mojego leciutkiego laptopa i połączyć się z internetem (choć korzystam z takiego na kartę, bez abonamentu). Czy z tego, że jeśli jestem gdzieś na wycieczce, w telefonie mogę sprawdzić mapę czy godziny otwarcia muzeum (aczkolwiek zdecydowanie preferuję ich papierowe wersje i przewodniki).
Podsumowując, odrobina wygody jeszcze nikomu nie zaszkodziła, ale powinniśmy częściej zdawać sobie sprawę z ceny jaką nam przychodzi za nią zapłacić.